Zmorą każdej osoby, która dokonuje prezentacji przed audytorium, jest widok ziewających, rozkojarzonych i zatopionych w swoich własnych myślach słuchaczy. To jednoznaczny sygnał, że nasza prezentacja wywołuje efekt przeciwny do zamierzonego. Zamiast przykuć uwagę, tylko usypia. Zamiast wywoływać pozytywne emocje, wywołuje tylko znużenie. Początkujący adept sztuki prezentacji może w takiej sytuacji spanikować. Głos może mu zadrżeć jeszcze bardziej, jego myśli mogą się rozproszyć, a w rezultacie jego słowa zaczną się układać w chaotyczne, niezgrabne zdania, pełne zająknięć, niegramatycznych sformułowań i błędów logicznych. Jednym słowem, równia pochyła.

Jeśli miałbym wskazać kilka rad dla tego typu sytuacji kryzysowych, wskazałbym następujące:

Po pierwsze, nie panikuj. Wiem, łatwo powiedzieć, kiedy stoi się z boku. Ale unikania paniki też można się nauczyć. Najskuteczniejszy sposób na pozbycie się pierwszych ataków paniki polega na umiejętności operowania własną koncentracją. Dlaczego odczuwamy panikę? Bo nasza uwaga w danym momencie zostaje skoncentrowana na jednym negatywnym czynniku: w tym wypadku na ziewających, znużonych słuchaczach. Aby zwalczyć panikę, należy jak najszybciej skupić się na czymś zupełnie innym i bardzo konkretnym: na przykład na myśli, którą w danym momencie chcemy przekazać. To trudna sztuka ignorowania bodźców zewnętrznych i nawigowania własnej koncentracji, jednak da się to wyćwiczyć.

Po drugie, zadbaj o urozmaicenie swojej prezentacji. Większość nudnych prezentacji jest dlatego nudna, bo tworzona jest w sposób zbyt monotonny albo prezentowana jest w zbyt monotonnym stylu. Monotonny (czytaj: usypiający) ton głosu, monotonna forma wizualna – to wszystko prowadzić może tylko do znużenia słuchaczy. Zaskocz odbiorców swojej prezentacji. Przekaż im ciekawą treść w ciekawej formie. Jak konkretnie? O tym już książki można by było pisać.

Po trzecie, miej w zanadrzu narzędzia, które pozwolą Ci wyrwać audytorium z letargu. Większość dobrych mówców ma w swoim repertuarze co najmniej trzy takie instrumenty. Takich mniej lub bardziej skutecznych jest co najmniej kilkadziesiąt. Poniżej przedstawiam dwa sprawdzone, skuteczne i co najważniejsze – bardzo łatwe do zastosowania przez każdego, w dowolnym miejscu, w dowolnym czasie.

Narzędzie nr 1: pytania.
Usypiający od monotonnej prezentacji umysł wybudza się nagle, kiedy słyszy pytanie. Nie musi być to pytanie skierowane do tej konkretnej osoby. Wystarczy, że wypowiemy pytanie i rzucimy je w przestrzeń, pośród słuchaczy. Tak już funkcjonuje nasz mózg. Nasz mózg jest bardzo leniwy i wtedy kiedy nie musi, to nie pracuje, wyłącza się, usypia. Ale kiedy tylko usłyszy pytanie, traktuje je jak polecenie wykonania zadania. Aktywizuje się nieświadomie i zaczyna szukać odpowiedzi. Nawet jeżeli to tylko pytanie retoryczne. Takimi pytaniami podczas wygłaszania prezentacji mogą być: “Nie sądzicie, że to ciekawe, że…?” albo: “Jaki jest tego powód?” lub: “Do czego to wszystko zmierza?” Odpowiedzi mogą paść ze strony publiczności, ale możemy sami też ich udzielić. Ważne, że na moment przerwaliśmy letarg słuchaczy.
Takie pytania warto rzucać podczas prezentacji co kilka lub kilkanaście minut.

Narzędzie nr 2: magiczne słowa
Są pewne słowa, na które nasz mózg reaguje wyjątkowo aktywnie. Badania speców od marketingu wykazały, że uśpiona uwaga wybudza się, kiedy słyszymy takich 16 pozytywnych słów: korzyść, bezpłatny, gwarancja, w jaki sposób, pieniądze, teraz, rezultaty, oszczędzać, łatwy, świetny, zdrowy, uwielbiać, nowy, sprawdzony, bezpieczny, Ty/Twój. To słowa, które bardzo często pojawiają się w reklamach – nieprzypadkowo. Każde z tych słów to sygnał do naszego umysłu, że warto zwiększyć uwagę, bo może się z tym wiązać jakaś, nomen omen, korzyść. Jeszcze lepsze efekty przynoszą słowa, które wiążą się z negatywnymi emocjami: bomba, katastrofa, śmierć, makabra, walka, wróg itp. Te słowa – kojarzone z zagrożeniem, na które nasze mózgi reagują szczególnym zwiększeniem aktywności – momentalnie wybudzają słuchaczy z ospałości. Jak wpleść takie słowa w prezentacje? Bardzo łatwo: “Co nas może czekać, jeśli nie wdrożymy tego planu? Katastrofa”.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *