Jest luty 2009 roku i Bill Gates stoi na scenie konferencji TED w Long Beach. Mówi o malarii, czyli o temacie, który zna lepiej niż ktokolwiek na tej sali, bo jego fundacja finansuje prace nad szczepionką, moskitierami i nowymi metodami zwalczania komarów. Liczby ma opanowane do przecinka, ponieważ powtarza je publicznie od lat. Choroba zabija około miliona osób rocznie, w tym samym momencie choruje na nią ponad dwieście milionów ludzi, a w niektórych regionach blokuje rozwój całych gospodarek. Za każdym razem publiczność kiwa głowami i przechodzi do następnego punktu programu.
Tym razem Gates przerywa w połowie wątku i sięga po słoik stojący na stoliku obok.
„Malarię przenoszą komary" – mówi. – „Przyniosłem trochę ze sobą. Wypuszczę je, niech sobie polatają po sali."
Otwiera słoik. Na widowni siedzą inwestorzy, naukowcy i dziennikarze największych redakcji, a przez moment nikt się nie odzywa.
„Nie ma powodu, żeby tylko biedni ludzie tego doświadczali" – dodaje i robi pauzę. – „Te komary nie są zarażone."
Sala wybucha śmiechem i brawami, a relacja z tego momentu krąży po świecie, zanim Gates zdąży zejść ze sceny.
Tego dnia nie podał ani jednej nowej liczby. Zrezygnował za to z założenia, że ludzie na widowni czują to samo, co on czuje, patrząc na dane o malarii, i dopiero wtedy temat przestał być dla nich abstrakcją. Rok później wrócił na TED z wystąpieniem o przyszłości energetyki i powtórzył ten zabieg, tym razem wypuszczając świetliki, po czym zszedł ze sceny przy owacji na stojąco. Przez większość kariery uchodził za mówcę co najwyżej poprawnego, a dziś jego wystąpienia trafiły do podręczników prezentacji.
Zjawisko, które Gates obszedł jednym gestem, ma swoją nazwę i sporą literaturę naukową.
Czym jest klątwa wiedzy
Termin pojawił się w 1989 roku w pracy ekonomistów Colina Camerera, George'a Loewensteina i Martina Webera opublikowanej w „Journal of Political Economy". Badali oni, dlaczego lepiej poinformowani uczestnicy rynku nie potrafią trafnie przewidzieć decyzji osób, które mają mniej informacji. Okazało się, że nie da się po prostu odłożyć własnej wiedzy na bok. Kiedy raz coś wiemy, nasz mózg używa tej wiedzy automatycznie, także wtedy, gdy próbujemy postawić się w sytuacji kogoś, kto jej nie ma.
Najbardziej znany dowód na to zjawisko pochodzi z eksperymentu, który w 1990 roku przeprowadziła na Uniwersytecie Stanforda Elizabeth Newton. Podzieliła uczestników na dwie grupy, czyli wystukujących i słuchających. Wystukujący dostawali listę dwudziestu pięciu bardzo znanych melodii, takich jak „Happy Birthday", wybierali jedną z nich i wystukiwali jej rytm palcami o blat stołu. Zadaniem drugiej osoby było odgadnięcie utworu.
Wynik jest jedną z najlepszych ilustracji problemu, jakie znam. Na sto dwadzieścia wystukanych melodii słuchacze rozpoznali trzy, co daje dwa i pół procenta skuteczności. Zanim jednak padły odpowiedzi, Newton zapytała wystukujących, jak oceniają swoje szanse, a oni przewidzieli średnio pięćdziesiąt procent. Różnica między jedną trafioną wiadomością na dwie a jedną na czterdzieści jest dokładnie tą przestrzenią, w której ginie większość prezentacji biznesowych.
Mechanizm jest prosty. Osoba wystukująca rytm słyszy w głowie pełny utwór wraz z melodią, tekstem i aranżacją, więc stukanie wydaje jej się oczywiste. Druga osoba słyszy serię przypadkowych uderzeń w stół. Ta sama asymetria powtarza się codziennie w salach konferencyjnych, kiedy dyrektor IT tłumaczy zarządowi architekturę systemu, a analityk finansowy omawia założenia modelu.
Dlaczego problem dotyczy najlepszych specjalistów
Wśród uczestników moich szkoleń z prezentacji najczęściej zmagają się z tym osoby o umysłach analitycznych, czyli inżynierowie, kontrolerzy finansowi, specjaliści od danych i szefowie produkcji. To nie jest przypadek ani kwestia braku talentu do mówienia.
Ekspert przez lata buduje w głowie gęstą sieć pojęć, w której pojedyncze słowo zastępuje cały ciąg rozumowania. Kiedy kierownik utrzymania ruchu mówi „mamy problem z OEE na linii trzeciej", w jego głowie rozwija się kilkanaście powiązanych faktów o dostępności, wydajności i jakości, o historii tej linii oraz o tym, co z tego wynika dla planu produkcyjnego. Członek zarządu słyszy skrót, przy którym musi się zatrzymać, i od tego momentu przestaje słuchać dalszej części zdania, bo próbuje nadrobić zaległość. Im większa ekspertyza, tym więcej takich skrótów, ponieważ właśnie na tym polega bycie ekspertem.
Do tego dochodzi rzecz, o której mówi się rzadziej. Wielu specjalistów traktuje szczegółowość jako dowód rzetelności, więc dodaje kolejne wątki, zastrzeżenia i przypisy, żeby nikt nie zarzucił im powierzchowności. Efekt jest odwrotny od zamierzonego, ponieważ odbiorca, który się gubi, nie ocenia prezentacji jako pogłębionej, tylko jako niejasną, a przy okazji zaczyna mieć wątpliwości wobec autora.
Warto też pamiętać, że narzędzia generatywne pogłębiły ten problem, zamiast go rozwiązać. Zespoły produkują dziś więcej slajdów i raportów w krótszym czasie, natomiast jakość myślenia stojącego za tymi materiałami nie zmieniła się wcale. Więcej treści przy tej samej klątwie wiedzy oznacza po prostu więcej szumu informacyjnego.
Pięć sygnałów, że klątwa wiedzy działa w Twojej prezentacji
Klątwy wiedzy nie da się poczuć od środka, bo z definicji jest niewidoczna dla osoby, której dotyczy. Można natomiast rozpoznać jej ślady w materiale.
Zaczynasz od metodologii. Pierwsze slajdy opisują, skąd wzięły się dane, jak wyglądała próba i jakie przyjęto założenia. Dla Ciebie to jest fundament wiarygodności, a dla odbiorcy to trzy minuty informacji, których nie ma jeszcze do czego przypisać.
W tekście są skróty i nazwy własne bez rozwinięcia. Chodzi o nazwy systemów, projektów i wskaźników, które w Twoim dziale są oczywiste, a poza nim nie znaczą nic. Każdy taki skrót zabiera odbiorcy kilka sekund uwagi.
Na slajdzie jest cała tabela. Pokazujesz komplet danych, ponieważ usunięcie czegokolwiek wydaje się nierzetelne. Odbiorca dostaje w tym momencie zadanie analityczne, na które ma kilkanaście sekund.
Tytuły slajdów są hasłowe. „Wyniki Q3", „Ryzyka", „Rekomendacje". Ty wiesz, co z tych danych wynika, więc tytuł jest dla Ciebie tylko etykietą. Odbiorca musi sam wyciągnąć wniosek, a robi to w tempie i w kierunku, których nie kontrolujesz.
Pytania po prezentacji dotyczą podstaw. Kiedy po czterdziestu minutach ktoś pyta „to właściwie o czym my teraz decydujemy?", masz najczystszy możliwy dowód, że przekaz się nie przeniósł. Ten jeden sygnał jest wart więcej niż cała ankieta satysfakcji.
Jak wyjść z klątwy wiedzy
Nie da się zapomnieć tego, co się wie. Da się natomiast zbudować proces, który wyłapuje skutki klątwy, zanim materiał trafi na spotkanie. Poniżej opisuję cztery rzeczy, które sprawdzają się u mnie i na warsztatach.
1. Zacznij od decyzji, a nie od treści
Zanim otworzysz PowerPointa, zapisz jednym zdaniem, co konkretnie ma się wydarzyć po Twojej prezentacji. Ktoś ma zatwierdzić budżet, ktoś ma wybrać jeden z trzech wariantów, ktoś ma zrozumieć zmianę i przekazać ją dalej swojemu zespołowi. To zdanie staje się kryterium selekcji, ponieważ każdy slajd, który nie przybliża odbiorcy do tej decyzji, wypada z materiału. Opisuję ten mechanizm szerzej w tekście o tym, jak zrobić dobrą prezentację w PowerPoint w siedmiu krokach.
2. Napisz tytuły slajdów jako pełne zdania
To zmiana, która daje największy efekt przy najmniejszym wysiłku. Zamiast „Wyniki sprzedaży Q3" napisz „Sprzedaż w trzecim kwartale wzrosła o dwanaście procent dzięki nowemu kanałowi online". Pełne zdanie podaje wniosek od razu, a reszta slajdu staje się dowodem na jego poparcie. Przy okazji dostajesz darmowy test spójności, bo kiedy przeczytasz same tytuły jeden po drugim, powinny ułożyć się w sensowne streszczenie.
3. Zamień abstrakcję na konkret
Do tego właśnie służyły komary Gatesa. Liczba dwustu milionów chorych jest prawdziwa i ważna, natomiast nie daje się jej poczuć, dopóki nie zostanie przełożona na coś, czego odbiorca doświadcza bezpośrednio. W prezentacji biznesowej rzadko potrzebujesz aż tak spektakularnego zabiegu, wystarczy przełożenie danych na jednostki, które odbiorca zna. Zamiast mówić o poprawie wskaźnika o dwa punkty procentowe, powiedz, ile to znaczy godzin pracy tygodniowo albo ile kosztuje w skali kwartału.
4. Znajdź swojego słuchacza przed spotkaniem
Najprostszy i najbardziej niedoceniany krok polega na tym, żeby pokazać materiał osobie spoza tematu i poprosić ją o jedno zdanie streszczenia. Nie o ocenę i nie o poprawki, tylko o odpowiedź na pytanie, o co Twoim zdaniem tu chodzi. Jeżeli to zdanie odbiega od Twojej intencji, wiesz dokładnie, gdzie leży problem, i masz jeszcze czas, żeby go naprawić. W zespołach, które pracowały ze mną w ten sposób, najczęściej powtarzającym się efektem było skrócenie spotkań, ponieważ zniknęła runda pytań wyjaśniających, co autor miał na myśli.
Dlaczego to jest problem organizacyjny, a nie indywidualny
Kiedy w firmie pojawia się kilka nieudanych prezentacji z rzędu, pierwsza reakcja jest zwykle personalna i sprowadza się do wniosku, że ktoś nie umie prezentować. Klątwa wiedzy pokazuje jednak, że mamy do czynienia ze zjawiskiem systematycznym, które dotyka każdego eksperta w każdym dziale, tylko w różnych momentach i przy różnych tematach.
Z perspektywy działu L&D ma to dwie konsekwencje. Pierwsza dotyczy doboru programu, ponieważ szkolenie z wystąpień publicznych uczy sceny, mikrofonu i pewności siebie, a klątwa wiedzy powstaje kilka dni wcześniej, przy budowaniu struktury i wyborze treści. Druga dotyczy pomiaru, ponieważ efekt takiej pracy da się pokazać zarządowi bez skomplikowanej metodologii. Wystarczy zestawienie prezentacji tego samego zespołu przed programem i po nim, uzupełnione o czas trwania spotkań i liczbę pytań wyjaśniających.
To jest zresztą argument, który działa najlepiej w rozmowie z zarządem. Nie mówisz wtedy o rozwoju kompetencji miękkich, tylko o skróceniu drogi do decyzji.
Najczęstsze pytania
Czy klątwa wiedzy dotyczy tylko tematów technicznych? Nie, choć w obszarach technicznych widać ją najwyraźniej, bo różnica w poziomie wiedzy między nadawcą a odbiorcą bywa tam największa. Dokładnie ten sam mechanizm działa w prawie, w HR i w marketingu, wszędzie tam, gdzie ktoś przez lata pracował z tym samym zestawem pojęć.
Czy upraszczanie przekazu nie obniża wiarygodności eksperta? Wiarygodność buduje zrozumienie, a nie objętość materiału. Jeżeli obawiasz się zarzutu powierzchowności, zostaw pełne dane w załączniku albo na slajdach zapasowych i wróć do nich, kiedy ktoś zapyta o szczegóły. Usuwasz wtedy dane z ekranu, a nie z analizy.
Ile czasu zajmuje wyjście z klątwy wiedzy? Jednorazowo nie wychodzi się z niej wcale, ponieważ wraca przy każdym nowym temacie, w którym stajesz się ekspertem. Da się natomiast wbudować w proces przygotowania dwa lub trzy punkty kontrolne, które zajmują łącznie kilkanaście minut i wyłapują większość problemów.
Czy AI pomaga, czy przeszkadza? Jedno i drugie, w zależności od tego, jak się jej używa. Jeżeli poprosisz model o wygenerowanie slajdów, dostaniesz więcej treści przy tej samej strukturze myślenia. Jeżeli poprosisz o streszczenie Twojego materiału jednym zdaniem i porównasz je z własną intencją, dostajesz tani i szybki test tego, co faktycznie z materiału wynika.
Co dalej
Klątwa wiedzy nie bierze się z braku umiejętności prezentacyjnych, tylko z tego, że wiesz za dużo, żeby zobaczyć swój materiał oczami odbiorcy. Eksperyment Newton pokazuje skalę problemu, bo różnica między przewidywaną a rzeczywistą skutecznością przekazu wynosiła tam pięćdziesiąt procent wobec dwóch i pół. Historia Gatesa pokazuje natomiast, że to się da odwrócić bez zmiany danych i bez zostawania showmanem.
Trzy rzeczy warto zapamiętać: Zacznij od zapisania decyzji, którą ma podjąć odbiorca. Pisz tytuły slajdów jako pełne zdania z wnioskiem. Zanim wyślesz materiał, pokaż go komuś spoza tematu i poproś o jedno zdanie streszczenia.
A Jeśli chcesz wprowadzić taki sposób pracy w całym zespole, porozmawiajmy o programie szkoleniowym dopasowanym do Waszych realnych prezentacji.
Piotr Garlej