Dane są przytłaczające. Codziennie tworzonych jest 30 milionów prezentacji Power Point. To znaczy, że co sekundę powstaje ich 350.

Z pozoru z większością z tych prezentacji jest wszystko w porządku: osoba, która ją stworzyła poświęciła na nią kilka, jeśli nie kilkanaście godzin, przejrzała wszystkie slajdy i wreszcie uznała, że to koniec – że prezentacja nadaje się do pokazania szefom/klientom/współpracownikom. Komukolwiek.

Tymczasem chwila prawdy to już pierwsze minuty oglądania tej prezentacji. Jeśli to prezentacja “wygłaszana”, taka, której plik Power Point jest tylko elementem wspomagającym przemówienie – niedoróbki w stworzonej prezentacji można jeszcze nadrobić wrodzonymi lub wyuczonymi zdolnościami do przykuwania czyjejś uwagi, charyzmą lub elokwencją. Jeśli to prezentacja “wysyłana na skrzynkę” – tu już prezentacja musi bronić się sama. 

Z mojego doświadczenia wynika, że dziewięć na dziesięć prezentacji jest nieskuteczna już na samym starcie: nie potrafi wywołać zainteresowania u odbiorcy. Bez zainteresowania pojawia się znudzenie. Od znudzenia łatwo do niezrozumienia, a stamtąd już prosta droga do całkowitego odrzucenia komunikatu, który ta prezentacja starała się przekazać. 

W przypadku prezentacji “wysyłanej na skrzynkę” niemożliwe jest ocenić reakcję odbiorcy. Choć nie zawsze – czasem brak lakonicznej odpowiedzi “dziękuję za prezentację” już jest pewną reakcją. Inna jej forma: “Nie, dziękuję, nie jesteśmy zainteresowani Państwa ofertą”. Jeśli taka odpowiedź przychodzi do nas niemal za każdym razem, może to bardzo dużo mówić zarówno o naszej ofercie, jak i sposobie jej prezentacji. 

Co innego gdy dokonujemy naszej prezentacji bezpośrednio przed odbiorcami. Tu już każde mrugnięcie okiem, każdy grymas twarzy, każde wzdrygnięcie na nasze słowo – zostaje przez nas uchwycone. Audytorium, które ziewa, które sprawdza co minutę swoją komórkę, które bez skrępowania odpowiada na maile z laptopem na stole – to prezentacyjna codzienność. Zdarza się codziennie, po setki, tysiące a może i miliony razy. 

Widzę dwa powody, dla których audytorium nie angażuje się nawet w bierny sposób w słuchanie prezentacji:

1. Audytorium nie jest w ogóle zainteresowane tematem prezentacji 
Zdarza się. Zwłaszcza w dużych korporacjach, w których rytm dni wyznaczają internale, na których zbiera się połowa zespołu, z których trzy czwarte trafiło tam zupełnie niepotrzebnie – bo tak im szef kazał lub trafili do sali konferencyjnej przez pomyłkę, a kiedy tę pomyłkę wykryli, głupio im już było wyjść (to nie wymysł, słyszałem o takim przypadku, i to wśród wysoko postawionych menadżerów). Czasami temat jest po prostu nieinteresujący sam z siebie. Na przykład prezentacja z wykonania budżetu za poprzedni kwartał. Albo oferta, która ma być przedstawiona, z góry wiadomo, że jest do odrzucenia. Wtedy nie ma co się dziwić – audytorium “wyłącza się” i nie angażuje w coś, co kompletnie w niczym się jej nie przysłuży. 

2. Prezentacja została wykonana w sposób niepoprawny
Tu już wina leży po naszej stronie. Naszej, czyli twórców prezentacji. Stworzyliśmy prezentację, która zamiast porwać tłumy, tylko je znudziła. Na tę porażkę składać się może cała masa czynników. Za mało czasu na nią poświęciliśmy, za mało się w nią zaangażowaliśmy, za mało pomysłowości w nią wnieśliśmy itd, itd.

Dobrze jest jednak, moim zdaniem, przyjmować za każdym razem drugi powód jako przyczynę niepowodzenia prezentacji. Tylko w ten sposób mamy szansę, by z determinacją pracować nad poprawą naszych umiejętności. Cel jest w końcu szczytny: jeśli dzięki nam nie umrze z nudów choć jedna osoba mniej, to myślę, że warte jest to odrobinę wysiłku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *